Opole Lubelskie to…
Niewątpliwie jest to miasto o ogromnym potencjale wynikającym przede wszystkim z jego historii i aktywności mieszkańców. Jednak historia, jeśli nie jest pielęgnowana i przypominana, pozostaje jedynie na kartach książek, zamiast być obecna w codziennym życiu. Podobnie jest z aktywnością społeczną. Jeśli nie znajduje ona ujścia w konkretnych działaniach, z czasem przeradza się w zniechęcenie. Dlatego każdego roku trzeba na nowo zastanawiać się nad takimi formami aktywności kulturalnej, które odpowiadają na rzeczywiste potrzeby lokalnej społeczności.
Został pan dyrektorem Opolskiego Centrum Kultury rok temu. Jaki to był rok?
Niewątpliwie był to czas rozpoznawania potencjału, jaki tkwi w Opolu Lubelskim. Wiele wydarzeń, które już się odbyły, pokazało, jak ważna jest współpraca z burmistrzem, urzędem miasta, szkołami, organizacjami formalnymi i grupami nieformalnymi, Uniwersytetem Trzeciego Wieku, seniorami, prężnie działającym PCK czy Lokalną Grupą Działania „Owocowy Szlak”. Okazuje się, że w mieście nie brakuje oddolnych inicjatyw i ludzi gotowych do działania. Teraz najważniejsze pytanie brzmi: jak instytucja kultury powinna wykorzystać ten potencjał i przełożyć go na konkretny program działalności?
OCK zrobiło w mediach społecznościowych mini-diagnozę potrzeb mieszkańców. Pojawiły się głosy, że oferta kulturalna miasta jest w znacznej mierze skierowana do seniorów, natomiast potrzeby młodzieży nie są w wystarczającym stopniu uwzględniane. I tu pojawia się pytanie: co zrobić, aby młodzi ludzie również znaleźli w tej ofercie coś dla siebie, czuli się zauważeni i mieli przestrzeń do rozwijania swoich zainteresowań?
Wysłaliśmy taki sygnał, bo młodzi ludzie korzystają z innych kanałów komunikacji. Nie są to tradycyjne plakaty czy gazety, ale przede wszystkim media społecznościowe, które zresztą bardzo dynamicznie się zmieniają. Trzeba umieć dotrzeć do młodzieży za pośrednictwem odpowiednich kanałów, stworzyć przestrzeń do dialogu i uzyskać informację zwrotną. I to właśnie zrobiliśmy. Czy jednak Opole Lubelskie jest miastem, które w szczególny sposób wyróżnia się aktywnością seniorów? I tak, i nie. Rzeczywiście, osoby starsze stanowią znaczną część lokalnej społeczności. Wynika to między innymi z faktu, że młodzi ludzie po ukończeniu szkoły średniej wyjeżdżają do większych ośrodków. Opole Lubelskie nie jest miastem akademickim, a współczesny rynek pracy sprawia, że coraz częściej przemieszczamy się nie tylko po Polsce, ale i po świecie. Wielu młodych ludzi po studiach osiedla się w innych miejscach i nie wraca do rodzinnego miasta. W rezultacie swoje potrzeby, również te związane z uczestnictwem w kulturze, realizują poza Opolem Lubelskim. To zresztą problem wielu mniejszych miast, takich jak Bełżyce, Poniatowa czy Bychawa. Ich struktura społeczna sprawia, że oferta kulturalna musi w dużym stopniu uwzględniać potrzeby starszych mieszkańców. Nie oznacza to jednak, że można rezygnować z pozostałych grup wiekowych. Istotą funkcjonowania instytucji kultury jest przecież tworzenie przestrzeni do różnorodnych aktywności zarówno dla dzieci, młodzieży, jak i dorosłych oraz seniorów. Z moich obserwacji wynika, że z aktywizacją osób starszych nie ma większego problemu. Seniorzy sami chętnie angażują się w proponowane działania, ponieważ widzą w nich możliwość wspólnego spędzania czasu, spotykania się z innymi ludźmi i rozwijania zainteresowań. To bardzo twórcze środowisko, czego dowodem są choćby inicjatywy teatralne, plastyczne czy działalność Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Podobnie jest z dziećmi w wieku szkoły podstawowej. Tutaj dużą rolę odgrywają rodzice, którym zależy na wszechstronnym rozwoju swoich pociech. Chcą, aby dzieci zdobywały dodatkowe umiejętności, rozwijały talenty i korzystały z zajęć pozaszkolnych oferowanych przez instytucje kultury.
Wcześniej kierował pan największą instytucją kultury w regionie – Centrum Spotkania Kultur. Czy paradoksalnie zarządzanie niewielkim ośrodkiem kultury nie jest trudniejsze? Budżet jest ograniczony, a przygotowanie oferty, która przyciągnie publiczność, zwłaszcza młodych ludzi, wymaga sporej kreatywności. W CSK miał pan znacznie większe możliwości finansowe i organizacyjne, a tym samym swobodę w kształtowaniu programu.
To prawda, pod tym względem jest zdecydowanie trudniej. Zarządzanie dużą instytucją, której roczne obroty przekraczają 30 mln zł, a prowadzenie ośrodka, którego obroty wynoszą 1,2 mln zł, to zupełnie inne wyzwania. Przy takiej różnicy w skali działalności trzeba ograniczać własne ambicje i rezygnować z niektórych, nawet najbardziej zuchwałych pomysłów. W mniejszych miejscowościach kulturę trzeba tworzyć przede wszystkim z ludźmi, a nie za pieniądze. Duża instytucja może przeznaczyć znaczne środki na promocję, zaprosić znanych artystów z całego kraju i w ten sposób przyciągnąć publiczność. W małym ośrodku kultury takich możliwości po prostu nie ma. Dlatego, przygotowując wydarzenia, trzeba z jednej strony dobrze rozpoznać potrzeby mieszkańców, a z drugiej zaangażować ich w realizację przedsięwzięć. Znaleźć ludzi, którzy chcą coś zrobić nie dla pieniędzy, ale dlatego, że mają pasję, ambicje i potrzebę wspólnego działania.
Został pan niedawno powołany przez burmistrza Opola Lubelskiego, Sławomira Plisa, na trzyletnią kadencję. Jaką wizę przyszłości rozrysowuje pan przed OCK?
Wiele rzeczy pozostanie bez zmian. Dotyczy to przede wszystkim zajęć ruchowych i artystycznych dla dzieci - związanych z plastyką czy muzyką. Zarówno zajęcia grupowe, jak i indywidualne są standardem w tego typu ośrodkach kultury i nadal będą ważną częścią naszej oferty. Chcemy natomiast nieco zmienić profil działalności, aby w większym stopniu przyciągnąć młodzież. Mamy świadomość, że wielu młodych ludzi po ukończeniu szkoły wyjedzie z Opola Lubelskiego. Ale zanim to nastąpi, możemy wyposażyć ich w umiejętności, kompetencje i wiedzę, które przydadzą im się na studiach i w dorosłym życiu. Stąd pomysł, aby rozwijać nowe formy edukacji, między innymi poprzez naukę retoryki i organizację debat oksfordzkich. Te debaty mają służyć nie tylko rozwijaniu sztuki wymowy i argumentacji, czyli umiejętności niezwykle przydatnych w codziennym życiu, ale także pobudzać młodych ludzi do intelektualnej aktywności. Wbrew obiegowym opiniom młodzież jest bardzo ciekawa świata. To mit, że młodzi ludzie niczym się nie interesują. Przeciwnie, z natury są ciekawi, często pełni idealizmu i poszukują odpowiedzi na fundamentalne pytania dotyczące własnego życia, przyszłości, pracy, miłości czy sposobów spędzania wolnego czasu. I właśnie takie zagadnienia chcemy poruszać podczas debat oksfordzkich. Z jednej strony mają one uczyć swobodnego wypowiadania się, formułowania myśli i przekonywania do swoich racji, a z drugiej poszerzać horyzonty intelektualne, skłaniać do refleksji i samodzielnego myślenia. To jeden z pomysłów na to, jak przyciągnąć młodzież do instytucji kultury i zaproponować jej coś, co rzeczywiście przyda się w dorosłym życiu.
Ambitne cele…
Owszem, ale w erze TikToka i dominacji mediów społecznościowych, kiedy coraz większą rolę odgrywa kultura obrazka, będąca w pewnym sensie antykulturą, musimy stawiać sobie odważne i ważne społecznie cele. Jeszcze 20–30 lat temu instytucje kultury były miejscami, w których rozwijano przede wszystkim umiejętności związane z klasycznymi dziedzinami sztuki. Ktoś, kto marzył o studiach na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, mógł uczęszczać na zajęcia plastyczne w osiedlowym domu kultury. Instruktor nie zastępował szkoły, ale pomagał doskonalić warsztat i przygotowywał młodego człowieka do egzaminów na uczelnię artystyczną. Podobnie było z muzyką, teatrem, aktorstwem i wieloma innymi dziedzinami sztuki. Dzisiaj, śmiem twierdzić, instytucje kultury stoją przed jeszcze ważniejszym wyzwaniem. Muszą odpowiedzieć na pytanie, jak przekazywać dzieciom i młodzieży najbardziej podstawową wiedzę i umiejętności, które pozwolą im w ogóle zetknąć się z kulturą i pięknem. Bo TikTok im tego nie zapewni. Ktoś musi wprowadzić młodego człowieka w świat sztuki, nauczyć go wrażliwości i pokazać wartości, których nie znajdzie w mediach społecznościowych. Tym bardziej że szkoła, ze względu na coraz bardziej ograniczone programy nauczania w tych obszarach, nie zawsze jest w stanie sprostać temu zadaniu. Dlatego właśnie takie instytucje jak Opolskie Centrum Kultury muszą uwzględniać w swojej ofercie edukację kulturalną i artystyczną w jej najbardziej podstawowym wymiarze.
Debaty oksfordzkie, co jeszcze?
Drugim pomysłem jest rozwijanie grupy teatralnej, ale w formule, która będzie również wyzwaniem intelektualnym. Chodzi o to, aby młodzi ludzie, wcielając się w różne role, poszerzali swoje spojrzenie na świat. Żeby aktorstwo nie sprowadzało się do mechanicznego naśladowania, ale było świadomym przekazywaniem określonych treści i emocji. Młody aktor powinien rozumieć, co chce powiedzieć publiczności, i potrafić wykorzystać do tego swój talent oraz nabyte umiejętności. W tym kontekście ciekawym przedsięwzięciem, do którego OCK już dojrzało, jest projekt pod nazwą „Sąd nad światem”. Brzmi to może nieco szumnie, ale idea jest prosta. Chcemy sięgać po ważne kulturowo postacie, wydarzenia i idee, przede wszystkim zaczerpnięte z literatury, i poddawać je swoistemu procesowi sądowemu. Będą więc oskarżyciele, obrońcy i sędziowie, którzy spróbują odpowiedzieć na pytania o motywacje bohaterów, słuszność ich decyzji czy moralną ocenę postępowania. Oczywiście nie zamierzamy sądzić żyjących osób. Interesują nas przede wszystkim postacie literackie, ewentualnie historyczne, a jeszcze bardziej idee, które reprezentują. Chodzi o to, aby poprzez taką formę pobudzać do myślenia, dyskusji i samodzielnego formułowania ocen. Kolejnym kierunkiem jest rozwijanie kompetencji związanych z nowoczesnymi technologiami. Chcemy powołać pracownię sztucznej inteligencji, która z jednej strony będzie miejscem nauki, a z drugiej przestrzenią twórczych eksperymentów. Zależy nam również na zaangażowaniu młodych ludzi, którzy już potrafią korzystać z tych narzędzi, i wykorzystaniu ich umiejętności w działalności artystycznej. Mogą to być krótkie formy filmowe, muzyczne czy inne przedsięwzięcia twórcze. Chodzi o to, aby w OCK powstało miejsce, w którym sztuczna inteligencja nie będzie jedynie technologiczną ciekawostką, ale narzędziem pozwalającym tworzyć rzeczy wartościowe, mądre i artystycznie interesujące.
Wydarzeniem szczególnie ważnym dla Opola Lubelskiego, w które zaangażowane jest OCK jest czerwcowy Jarmark Opolski.
Uważam, że Opole Lubelskie ma wszelkie możliwości, aby organizować ambitne wydarzenie kulturalne o zasięgu ogólnopolskim. Postawiliśmy na neofolk, czyli współczesną muzykę, która czerpie inspiracje z tradycji ludowej, ale nie ogranicza się wyłącznie do niej. Mieliśmy do wyboru różne drogi. Mogliśmy zaprosić Zenka Martyniuka i Skolima, albo postawić na bardzo ambitne projekty artystyczne, które niekoniecznie znalazłyby szeroką publiczność. Zrezygnowaliśmy z obu tych skrajności, szukając czegoś, co łączy wartość artystyczną z atrakcyjnością dla odbiorców. Muzyka folkowa ma przecież wiele oblicz, od inspiracji jazzowych po aranżacje bliskie tradycyjnej muzyce ludowej. Jest różnorodna, a jednocześnie przystępna. Ludzie rozpoznają melodie, często znają słowa i po prostu dobrze się przy niej bawią. Dlaczego więc nie wykorzystać tego potencjału? Dlatego będziemy kontynuować ogólnopolski festiwal „Etno-Pogłos”, zachowując jego konkursowy charakter. Chcemy rozwijać tę ideę i stopniowo budować wydarzenie, które stanie się rozpoznawalne także poza Opolem Lubelskim. Doświadczenia z ubiegłego roku pokazują, że warto nieco zmodyfikować harmonogram festiwalu. Chcielibyśmy wyraźniej oddzielić dzień przeglądu konkursowego od dnia, w którym odbędzie się koncert finalistów. I oczywiście prosimy Opatrzność o dobrą aurę, bo przy imprezie open air ma to kluczowe znaczenie.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.