Pogrzeb ofiar tragicznego pożaru w Idalinie odbył się w środę w Boiskach - Kolonii (gm. Józefów nad Wisłą). W parafii, do której należeli tragicznie zmarli ojciec i jego trójka dzieci.
CZYTAJ TAKŻE:
W ostatniej drodze Krzysztofowi (45 l.), Ani (11 l.), Małgosi (4 l.) i Szymonkowi (2 l.) towarzyszyła rodzina, znajomi, przyjaciele, mieszkańcy Idalina i okolicznych miejscowości. Byli też koledzy i koleżanki z klasy Ani i Patryka, który jako jedyny z rodzeństwa przeżył tę tragedię, a także przedstawiciele józefowskiego samorządu i służb mundurowych – opolskiej policji i straży pożarnej.
Stojące obok siebie trzy białe urny z prochami dzieci i czwarta, czarna, z prochami ojca, rozdzierały serca każdego. Na ich widok łzy same cisnęły się żałobnikom do oczu.
Mszę świętą pogrzebową odprawił metropolita lubelski, który też wygłosił homilię. Swoje pierwsze słowa arcybiskup skierował do pogrążonej w bólu wdowy i jej syna oraz najbliższej rodziny.
- Jak blisko śmierć musi przejść obok nas, aby człowiek zrozumiał swój los? – pytał retorycznie abp Stanisław Budzik.
– Tragiczna śmierć Krzysztofa, Ani, Małgosi i Szymonka przeszła bardzo blisko nas, rozdarła nasze serca. Osobiście dotknęła nas i głęboko zasmuciła – mówił poruszony arcybiskup.
- W obliczu tej śmierci chcemy pytań o głębszy sens. W obliczu tej śmierci życie staje się zagadką. Zwłaszcza w obliczu takiej śmierci – podkreślał duchowny.
Po mszy świętej kondukt żałobny udał się na miejscowy cmentarz, gdzie urny z prochami zostały złożone we wspólnym grobie.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.